MORDERCY.JUN.PL
Forum poświęcone tematyce Seryjnych Morderców

Psychologia - Socjopata, Psychopata

Black Devil - 2013-09-02, 18:42
Temat postu: Socjopata, Psychopata
To jest mój pierwszy temat :)
Cześć.

Jakie są różnice między socjopatą a psychopatą ?


BALKAN - 2013-09-03, 07:49

Różnica nie jest duża. Psychopata nie ma wyrzutów sumienia czy poczucia winy, co do swego zachowania, natomiast socjopata doskonale zdaje sobie sprawę, że jego zachowanie jest złe. Socjopata ma normalne usposobienie w przeciwieństwie do psychopaty. Psychopata jest że tak się wyrażę bardziej beznamiętny. Socjopata wie, że robi zle, będzie kłamał, oszukiwał, manipulował otoczeniem, żeby tylko osiągnąć swój cel i nawet perspektywa wysokiej kary nie odstraszy go od osiągnięcia tego co zaplanował. Psychopatów natomiast nie da się zrozumieć w kategoriach antyspołecznego zacofania ani rozwoju. Są po prostu moralnie zdeprawowanymi jednostkami.
Na pewno jest to fakt, że część psychopatów/socjopatów tnie ludzi w kawałki, ale prawda jest taka, że psychopaci/socjopaci nie chodzą z przeszklonymi oczyma niosąc siekierę. W rzeczywistości taki przeciętny osobnik jak tak samo przeciętny jak zwykły Nowozelandczyk. Tacy osobnicy mogą spędzić życie leniwie, bezczelnie wyzyskując innych, jeden może skończyć jako manager średniego szczebla, a jego jedyną uciechą będzie obrażanie innych z umiarkowaną siłą, inny może stać się chciwym, łżącym na zawołanie członkiem zarządu korporacji, a jeszcze kolejny może zostać premierem państwa. W gruncie rzeczy czymś prawdziwym jest twierdzić, że większość populacji natknie się na psychopatę/socjopatę przynajmniej raz w życiu, gdyż okazuje się, iż „psychopata” lub „socjopata” jest zwyczajnie kliniczną definicją przypadku zamiast bardziej kolokwialnych określeń typu „dupek” albo „suka”. Jednak poza tym, że tylko niewielka część ludzi jest świadoma występowania takich przypadków, większość nawet nie zdaje sobie sprawy, że z takimi ludźmi jest coś nie w porządku.

Lilith - 2013-09-15, 12:56

Socjopata również nie posiada wyrzutów sumienia!

Moim zdaniem pojęć tych można używać wymiennie jeśli nie zagłębiamy się w niuanse, bowiem oba oznaczają osobę, która posiada osobowość antyspołeczną. Socjopatia po prostu brzmi lepiej, psychopatia jest mocno nacechowana pejoratywnie. W Międzynarodowej klasyfikacji chorób zajmują one wspólną pozycję (F60.2). Oczywiście w ramach tego punku są wyróżniane poszczególne typy osobowości (amoralny, antysocjalny, asocjalny, psychopatyczny i socjopatyczny), ale jak zauważył BALKAN, różnice są subtelne.

BALKAN - 2013-09-15, 15:25

Właśnie, klasyfikować ich można jeżeli nie zagłębiamy się w niuanse. Ich się nie da mierzyć jedną miarą, to jest po prostu niemożliwe. W każdej definicji tych przypadków można doszukać się niezgodności. Liczę na ciekawą dyskusję :-)
Lihloo - 2013-09-17, 19:46

Zagłębiając się w niuanse...Podam irytujące dla niektórych statystyki i trochę się powymądrzam :-) Psychopatia to poważne, trwałe zaburzenie struktury osobowości. Coraz częściej stosuje się nawet określenie “osobowość dyssocjalna”. Natomiast socjopatia to zespół zachowań antyspołecznych pojawiających się w okresie dorastania . Środowisko zmienia ich na tyle żeby wytworzył się w nich zespół pewnych zachowań. W odróżnieniu od tych ostatnich, psychopaci są tacy od najmłodszych lat. Wykorzystują innych, znęcają się nad rówieśnikami , nad zwierzętami itp. Wielu ludzi uważa, że nikt nie rodzi się z gruntu „zły”. Rzeczywistość pokazuje nam ,że często jest z goła inaczej. Około 1% ludzi może mieć psychopatyczne zaburzenia osobowości. Oni już tacy są i nic nie jest w stanie tego zmienić. Żadna resocjalizacja nie pomoże, ponieważ mózgi psychopatów funkcjonują inaczej niż mózgi reszty społeczeństwa. Tyle ode mnie na początek :-)
Triss Merigold - 2013-09-20, 12:50

Wszystko zależy od interpretacji faktów moim zdaniem. Czy jeśli ktoś dręczy zwierzątka jako dziecko i ma spore skłonności do przemocy to jest psychopatą? A jeśli taki się nie urodził, jeśli to społeczeństwo wytworzyło w nim takie a nie inne potrzeby. Weźmy np Postać Karola Kota. Na pierwszy rzut oka- psychopata wręcz książkowy. Z drugiej jednak strony rodzice nie poświęcali mu tyle czasu ile powinni. Jako małe dziecko spędzał czas w rzeźni gdzie patrzył na "taśmowe" zabijanie zwierząt. Może to miało wpływ na jego osobowość i to kim się stał? Psychopaci częściej manipulują i wykorzystują ludzi głównie dlatego, że nie mają wykształconych uczuć wyższych. Tak jak napisał Balkan- zero wyrzutów sumienia, bo skąd by się u nich miały wziąć? Wcale nie potrzebują do tego przemocy i mordu. Dużo większe skłonności ku temu mają własnie socjopaci. Z tym, że za równo w jednym i w drugim przypadku pozostaje pytanie. Dlaczego jeden psychopata zostaje mordercą a inny nie? Dlaczego jeden człowiek z trudnym dzieciństwem i całym mnóstwem negatywnych bodźców zostaje socjopatą i w końcu mordercą a inny nie?
Lihloo - 2013-09-20, 13:57

Myślę, że oglądanie ubijanych zwierząt w rzeźni i brak ciepła w domu na pewno zaszkodziły Kotowi :-)Odnośnie Twojego pytania Triss, dlaczego jeden zostaje mordercą a inny nie- hmm.. chyba nikt nie będzie w stanie udzielić zadowalającej odpowiedzi;) Wpływa na to mnóstwo czynników. Przeczytaj ten artykuł, może Cię zainteresuje, link na dole. Naukowcy odkryli różnice w funkcjonowaniu mózgów psychopatów w porównaniu z grupą kontrolną osób w tym samym wieku i o podobnym IQ. Co więcej, stopień tych nieprawidłowości związany jest bezpośrednio ze stopniem „psychopatii”. Nie potrafiłam stworzyć na szybko dobrego tłumaczenia na to zdanie z artykułu, ale mam nadzieję, że będziecie wiedzieć o co chodzi. Wiem, że to tylko badania, statystyki, kolejne raporty i liczby, ale może jesteśmy coraz bliżej odpowiedzi na Twoje pytania? :-)

http://www.sciencedaily.c...90804090946.htm

Triss Merigold - 2013-09-25, 22:34

Dzięki Lihloo, chętnie przeczytam.
BALKAN - 2013-09-26, 10:52

Jak najbardziej można udzielić zadowalającej odpowiedzi na pytanie dlaczego jeden zostaje mordercą a inny nie :-) Zrobił to np. Giannangelo w "psychopatologii seryjnego morderstwa" Polecam. Ja wiem że chcielibyście linki czy inne pdfy Nic z tego, ksiązka do łapki i czytamy ;-)
Triss Merigold - 2013-09-26, 10:55

Jak mi pożyczysz to chętnie przeczytam :mrgreen:
BALKAN - 2013-09-26, 20:52

Dobrze wiesz że pożycze, a raczej dam :-D Wystarczy poprosić
babajaga - 2013-09-27, 00:09

Witam. Pozwolicie, że wtrącę swoje kilka groszy. Uważam otóż, ze nie od razu socjopata morduje. Zanim to się stanie, o ile w ogóle posunie się do tego, taki osobnik wędruje przeróżnymi życiowymi ściezkami, wskutek czego wypróbowuje jakby narzędzia działania. Zanim taki homo sociopatus skrzywdzi namacalnie, daje się poznać jako osoba postępująca wbrew przyjętym regułom społecznym: nie szanuje innych ludzi i ich uczuć, rani bliskich, potem staje się trutniem otoczenia, zatruwa życie podwładnym, nęka wybrane wg swoich kryteriów ofiary, w końcu czasem sięga po przemoc nie tylko psychiczną. Ale osobiście skłaniam się ku hipotezie, że zdecydowana większość socjopatów pozostaje na którymś tam etapie szkodnictwa społecznego i jedynie jednostki znajdują upodobanie w fizycznej przemocy. Większość socjopatów to, jak już zostało wspomniane przez szanownych Adwersaży, wystudzone typy lubującesię w lenistwie przekonane o swojej wyższości nad maluczkimi.
BALKAN - 2013-09-27, 00:34

Doskonała definicja socjopaty. Możesz rozwinąć? Tzn z jakich materiałów korzystałaś?
babajaga - 2013-09-27, 00:45

Ależ oczywiście, Balkan. Moje nieustające póki co źródło informacji to życie i ludzie, których spotykam każdego dnia i na których czyny patrzę. Lepszej nauki nie znam. Trochę czytuję czasem, ale żadna lektura tak nie uczy, jak życie, prawda?
BALKAN - 2013-09-27, 01:30

Prawda to jest :-D A co czytujesz czasem?
Lihloo - 2013-09-27, 10:33

Samo życie, Babojago :-) Doskonała definicja. Nie zdajemy sobie czasem sprawy ilu takich osobników "krąży" jak rekiny w poszukiwaniu ofiar swojego "szaleństwa".
babajaga - 2013-09-30, 01:53

BALKAN napisał/a:
Prawda to jest :-D A co czytujesz czasem?

Oczywiście powieści kryminalne, jak na uzytkownika tego forum przystało :) . Polecam książki Marka Krajewskiego, rozmiłowanego z starym Wrocławiu filologa klasycznego.

Triss Merigold - 2013-09-30, 09:05

babajaga, mały offtop. Zaczęłam czytać Krajewskiego i jak na razie dużo bardziej podobały mi się inne jego kryminały niż te osadzone własnie we Wrocławiu.
BALKAN - 2013-10-01, 21:36

Triss, mały? :-D
Triss Merigold - 2013-10-01, 22:05

Malutki, tym bardziej, że Krajewski w swoich kryminałach opisuje za równo osoby, które można uznać za równo za psychopatów jak i socjopatów. :mrgreen:
babajaga - 2013-10-02, 00:32

Triss Merigold napisał/a:
Malutki, tym bardziej, że Krajewski w swoich kryminałach opisuje za równo osoby, które można uznać za równo za psychopatów jak i socjopatów. :mrgreen:

Tak, lwowskie przygody z Łysym w roli głównej są ciekawe. Upieram się, że psychopatów i socjopatów można rozróżnić w jego powieściach bezapelacyjnie. Natomiast Wrocław przedkładam ze względów sentymentalnych. I doceniam walory zarówno psychologiczne, faktograficzne jak i czysto literackie.

BALKAN - 2013-10-03, 11:33

Myślisz babajaga, że tak łatwo i bezapelacjnie można rozróżnić psychopatę i socjopatę? :-) Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Tzn nie wiem jak w tej książce, wiem za to jak jest w rzeczywistości. Nadmienię tylko, że w pewnych publikacjach osobowość psychopatyczna jest oznaczona w ICD-10 kodem F60.2 i tzw. osobowość socjopatyczna też jest oznaczona kodem F60.2. Postaram się Wam wyjaśnić coś teraz jeżeli chodzi o ocenę (lub wręcz diagnozę pewnych osób) Nawet posiadając gruntowną wiedzę medyczną można się bardzo pomylić. Posłużę się teraz pewnym przykładem. Chodzi o książkę Susannah Cahalan "Umysł w Ogniu" Ta 24 letnia dziennikarka z "New York Post" w 2008 roku zaczęła wykazywać objawy choroby psychicznej. Niektórzy lekarze przypuszczali, że cierpi z powodu odstawienia alkoholu, mimo że powtarzała, iż pije tylko okazjonalnie. Orzeczono u niej schizofrenię. Zachorowała nagle. Objawy przypominały opisywane w średniowieczu opętanie, miała drgawki, zaburzenia mowy, paranoiczne urojenia i niekontrolowane ruchy. Była o krok od zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym. Ocalił ją jeden prosty test. Lekarz ze szpitala klinicznego w Nowym Jorku kazał jej wpisać godziny na rysunku zegara. Wypełniła tylko jedną stronę obrazka. Lekarz miał dowód połowa mózgu nie działała, toczył się w niej stan zapalny. Po badaniach laboratoryjnych wartych tysiące dolarów postawiono prawidłową diagnozę za pomocą ołówka i kartki papieru. Tak więc oceniając ludzi przede wszystkim zachowajmy daleko idący zdrowy rozsądek ;-)
fobia - 2013-10-03, 23:35


Ten zegar wyglądał mnie więcej tak, podobno faktycznie można dzięki temu zdiagnozować zapalenie mózgu.
Oglądałem raz ciekawy program z serii Through the Wormhole, zlokalizowałem tytuł odcinka jako Can we Eliminate Evil?, odcinek 7 sezon 3. Niestety nie znalazłem polskiej wersji językowej w internecie, angielską pewnie gdzieś upolujecie. Sporo ciekawych faktów na temat psychopatów.

Lihloo - 2013-10-04, 09:58

Chyba robi się delikatny offtop. ;-) W"Hannibalu" też był ten sam motyw z zegarem :)
BALKAN - 2013-10-04, 23:16

Dobrze powrócmy do tematu. Socjopata to bardzo płynne określenie. Wielu z nas może być uznanych za socjopatów. Ja sam przez jednego psychologa mogę być uznany za socjopatę (mimo nakładanych kar, notoryczne łamanie przepisów drogowych) czyli co? Łamanie ogólnie przyjętych norm społecznych. Drugi psycholog powie, to łobuz i pirat drogowy :-D Różnią się te dwie oceny prawda :-) ? Psychopatia to trwałe zaburzenie struktury osobowości. Na język ludzki, jak pychopata robi komuś zle, to robi to z uśmiechem na ustach. Sporo można na ten temat powiedzieć. Czy psychopatia jest tylko zaburzeniem czy właśnie tą mroczną stroną człowieka?
babajaga - 2013-10-05, 01:34

BALKAN napisał/a:
Myślisz babajaga, że tak łatwo i bezapelacjnie można rozróżnić psychopatę i socjopatę? :-) Moim zdaniem jest wręcz odwrotnie. Tzn nie wiem jak w tej książce, wiem za to jak jest w rzeczywistości. Nadmienię tylko, że w pewnych publikacjach osobowość psychopatyczna jest oznaczona w ICD-10 kodem F60.2 i tzw. osobowość socjopatyczna też jest oznaczona kodem F60.2. Postaram się Wam wyjaśnić coś teraz jeżeli chodzi o ocenę (lub wręcz diagnozę pewnych osób) Nawet posiadając gruntowną wiedzę medyczną można się bardzo pomylić. Posłużę się teraz pewnym przykładem. Chodzi o książkę Susannah Cahalan "Umysł w Ogniu" Ta 24 letnia dziennikarka z "New York Post" w 2008 roku zaczęła wykazywać objawy choroby psychicznej. Niektórzy lekarze przypuszczali, że cierpi z powodu odstawienia alkoholu, mimo że powtarzała, iż pije tylko okazjonalnie. Orzeczono u niej schizofrenię. Zachorowała nagle. Objawy przypominały opisywane w średniowieczu opętanie, miała drgawki, zaburzenia mowy, paranoiczne urojenia i niekontrolowane ruchy. Była o krok od zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym. Ocalił ją jeden prosty test. Lekarz ze szpitala klinicznego w Nowym Jorku kazał jej wpisać godziny na rysunku zegara. Wypełniła tylko jedną stronę obrazka. Lekarz miał dowód połowa mózgu nie działała, toczył się w niej stan zapalny. Po badaniach laboratoryjnych wartych tysiące dolarów postawiono prawidłową diagnozę za pomocą ołówka i kartki papieru. Tak więc oceniając ludzi przede wszystkim zachowajmy daleko idący zdrowy rozsądek ;-)



Ostatnie zdanie w Twoim poście można by nazwać 'złotym'. Nie jesteśmy lekarzami i nie posiadamy ich wiedzy, by móc diagnozować czyjeś zachowanie od medycznej strony. Pozostaje nam nasze życie, w którym stykamy się z innymi, każdego dnia doznajemy ich zachowań i reagujemy na nie. I nie jest to już fikcja literacka, tylko prawdziwy materiał analityczny, doświadczenie 'na żywo'. I tu właśnie trzeba się odwołać do zdrowego rozsądku każdego z nas, zanim wtłoczymy innego człowieka w ramy psycho- czy socjopaty. Trzeba postarać się o maksymalny - moim zdaniem - dystans do człowieka czy sprawy, mieć wzgląd na okoliczności, nie oceniać z jednej strony, poznać bliźniego w sytuacjach prywatnych, służbowych, w chwilach radości, smutku i gniewu. Nie znając powodu pewnych zachowań nie możemy nadać im jakby żadnego konkretnego 'statusu'. Osobiście postawiłabym też na czas, w jakim mielibyśmy szansę doświadczyć różnych reakcji drugiego człowieka, ocenić ich głębię, znienność czy stabilność. Nie czekałąbym jednak 100 lat na wyrobienie sobie poglądu. Czasem trafność oceny zależy wyłącznie od trzeźwości naszego umysłu i obiektywizmu. Miałam wątpliwą przyjemność poznać ludzi o cechach psycho- i socjopatów. Jedni i drudzy szybko awansują, idąc do przodu po trupach i z uśmiechem na ustach, są często zdolnymi politykami, liderami, prawnikami itp., ich rodziny(o ile są w stanie je utrzymać) pod pozorami idealnych i szczęśliwych kryją smutną rzeczywistość nękania psychicznego czy fizycznego. Jest jeszcze mnóstwo cech charakterystycznych, odróżniających jednych od drugich, ale żeby już nie zanudzać, podsumuję to tak: jedna czy dwie kontrowersyjne cechy nie muszą świadczyć (acz mogą) o osobowości psycho- czy socjopatycznej. Szybka jazda i częste mandaty też niekoniecznie, BALKAN :-D . Musiałbyś się jeszcze trochę postarać, dołożyć nieco braku empatii, trochę bezwzględności, może szczypty manipulacji czy np. grama zimna emocjonalnego, aby warto było pochylić się nad Twoim przypadkiem :D Pozdrawiam

BALKAN - 2013-10-05, 02:22

Nad moim przypadkiem już dawno się pochylono. I ja również się pochyliłem.. Ciebie jak piszesz też ciężko życie doświadczyło. Możesz napisać co to za ludzie byli? wiesz o jakich ludzi mi chodzi.
babajaga - 2013-10-05, 02:43

BALKAN napisał/a:
Nad moim przypadkiem już dawno się pochylono. I ja również się pochyliłem.. Ciebie jak piszesz też ciężko życie doświadczyło. Możesz napisać co to za ludzie byli? wiesz o jakich ludzi mi chodzi.


Co konkretnie chciałbyś o nich wiedzieć?

BALKAN - 2013-10-05, 03:21

Wszystko. Co to za ludzie w jakich okolicznościach ich spotkałaś?
babajaga - 2013-10-05, 03:36

Każdy z nich to osobna historia. Jedną z tych osób spotkałam wiele lat temu jako początkującego pracownika administracji. Po latach ze skromnego niby sympatycznego człowieka przeobraził się w butnego, chamskiego manipulanta, nękającego pracowników szefa i wrzoda na dupie własnego dziecka. Nie wierzę w takie przemiany. Jestem zdania, że to 'coś' tkwiło w nim zawsze, tylko dopiero po latach miało szansę się ujawnić. Notoryczne kłamstwa oraz lubowanie się w tworzeniu plotek i późniejsze zarządzanie powstałym konfliktem przy absolutnym bezkrytycyzmie własnym każą skłaniać się ku sygnowaniu tych zachowań mianem psychopatycznych. To taki jeden przykład ;)
Lihloo - 2013-10-05, 14:48

Balkan,musialbys być jeszcze conajmniej bezwzględny i pozbawiony empatii żeby ktoś mógł dopisać Cię do listy socjopatow.:-) Póki co jesteś conajwyzej wannabe i notorycznym piratem drogowym :-)
Lola - 2013-10-05, 21:18

Skłaniałabym się ku tezie, że każdy socjopata to psychopata, ale nie każdy psychopata jest dosłownie socjopatą. Przede wszystkim dlatego, że psychopatia może mieć wiele postaci, natomiast socjopata to określony typ psychopaty. Psychopata niekoniecznie musi być wielostronnie nieprzystosowany, pozbawiony wyrzutów sumienia, posiadać deficyt lęku czy zanik uczuć wyższych. Psychopaci mogą przejawiać wręcz nadwyżkę powyższych cech albo wyróżniać się właściwościami nieprzypisywanymi socjopatom, w zależności od typu psychopatii jaki prezentują. Na przykład tak zwani psychopaci pierwotni rzeczywiście są uniewrażliwieni na konsekwencje, strach czy dezaprobatę. Ale wtórni wręcz przeciwnie – lękliwi, dręczeni wyrzutami sumienia, podatni na wszelki stres. Chociaż oba typy łączy pociąg do ponad przeciętnego ryzyka, jak widać prezentują odmienne typy osobowości. Psychopaci mogą być charyzmatyczni – chłodni kłamcy i manipulanci (czyli to co charakterystyczne dla socjopatów), ale także mogą być niezrównoważeni - impulsywni, gwałtowni i agresywni, nie będący w stanie pohamować swoich żądz (większość seryjnych morderców, zwłaszcza psychopaci seksualni).

Socjopata to nie osoba, która stroni od ludzi i neguje normy społeczno-prawne. Jest różnica pomiędzy kimś, kto po prostu nie lubi większego towarzystwa i jest zbyt wrażliwy na otaczający go śmietnik. Czasami maska zimnego drania albo suki to jedyne co zostaje komuś, kto ma duży bagaż przykrych doświadczeń lub ma za dużo obowiązków i odpowiedzialności, aby móc pozwolić sobie na nieustanne wchodzenie na głowę. Myślę, że czym innym jest także nabyta nienawiść do świata.

Socjopatia to poważne zaburzenie osobowości, którego dana osoba wcale nie musi być świadoma. Miałam do czynienia z rasowym socjopatą (zdiagnozowanym). Psychiatrzy, psycholodzy, niezliczone pobyty w aresztach, wyroki i zaburzone relacje społeczne. Socjopata to nie zimny cham, ani ktoś kto zna na pamięć kodeks karny i dla przekory łamie przepisy. To jest zawsze najmilsza osoba ze wszystkich, zawsze uprzejma, zawsze pomocna, zawsze ciepła. Pasożyt, który doskonale wie jak podejść drugą osobę, jak manipulować jej działaniami i uczuciami, aby osoba ta zapewniała jej korzyści i komfort życia w wyimaginowanym świecie. Określenie „antyspołeczny” nie odnosi się do braku chęci przebywania wśród innych i świadomego negowania pewnych preferencji, tylko do nieumiejętności przystosowania i podstawowej współpracy. Socjopata potrzebuje ludzi, aby ich nieustannie wykorzystywać i karmić kłamstwami, utwierdzając się przy tym również w przekonaniu jak skutecznie mu to wychodzi. Stąd jego podlizywanie się i powierzchowne dostosowywanie do potrzeb drugiej osoby. Często też podejmuje perfidne działania w celu uzyskania korzyści jedynie w postaci czystej satysfakcji, tak dla połechtania własnego wybujałego ego. Ale potrzebne mu jest też poczucie bezpieczeństwa – jego brak jest jedynym zagrożeniem dla jego popędów. Dlatego usilnie stara się zachowywać poprawne stosunki z innymi, w szczególności z tymi, na których żeruje. Bo tak naprawdę pomimo sprytu, umiejętnej manipulacji i talentu do kłamania socjopata posiada zerową inteligencję emocjonalną i w swoim wykalkulowanym myśleniu nie wykracza poza ramy własnego interesu. Dlatego stosunkowo łatwo go pogrążyć.

babajaga - 2013-10-05, 22:54

Lola, jest bardzo wiele trafności w tym, co napisałaś,l ecz między wierszami czai się jakby nuta współczucia dla tych ludzi, jakby to, jak żyją i co robią innym, nie liczyło się, a ich swoiste 'upośledzenie' dawało im alibi. Chyba nie do końca się z tym zgadzam.
Lola - 2013-10-05, 23:10

Nie, nie. Absolutnie nie miałam nic takiego na myśli. Aczkolwiek w pewnym sensie wiem, że ci ludzie są miotani bardzo dziwnymi, sprzecznymi emocjami i motywami swojego działania. Nie myślą racjonalnie jak przeciętny człowiek, funkcjonują w innej rzeczywistości. To nie jest żadne usprawiedliwienie, ale jedynie uzasadnienie ich postępowania.
BALKAN - 2013-10-06, 20:53

Lola jak zwykle merytoryczna do bólu :-D Aż się wkurzyłem, bo nie ma się do czego przyczepić :-D Zgadza się, te określenia mogą być stosowane zamiennie. To są tylko definicje. Żeby uprościć sobie robotę zaczęli stosować określenie osobowość dysocjalna i wrzucają wszystkich do jednego wora.
Teraz może o przyczynach. Psychopatia, wiadomo że neurologiczne (wrodzone mikrouszkodzenia w mózgu) psychiczne (reakcja organizmu na ciężki uraz psychiczny, w wyniku czego wszelkie uczucia, sumienie zostają całkowicie wyparte do podświadomości) A socjopatia?
Babajaga daje do myślenia to co napisałaś. Aż tak zle było? Napisz o kolejnym przypadku jak możesz.

Lola - 2013-10-06, 21:37

Moim zdaniem, podobnie jak napisała Babajaga, to musi tkwić w człowieku. Pewne odruchy mogą być po prostu uśpione lub nieodkryte, nieaktywowane przez żadne poważniejsze bodźce odpowiedzialne za uzewnętrznienie socjopatycznych odruchów. Wydaje mi się, że główniejszą rolę w rozwoju socjopatii pełni dobrobyt, niż przykre doświadczenia (ale nie generalizuję).

Polemika na temat tego czy człowiek rodzi się „dobry”, „zły” czy jako bezkształtna masa, która będzie później formowana przez środowisko jest moi zdaniem bezowocna, ponieważ tego nie da się zweryfikować. Jak wiadomo można wyodrębnić jednostki, które wychowywały się w fatalnych warunkach i przeszły przez piekło, a pomimo tego są wartościowymi i dobrymi ludźmi, a także takich, którzy mieli wszystko i więcej, a stali się potworami. Osobiście zawsze byłam zdania, że człowiek rodzi się jakiś – skoro ma wrodzone talenty, wrodzoną inteligencję, dlaczego nie można by twierdzić, że ma wrodzone skłonności do pewnego typu zachowań, wrodzone cechy charakteru ("dobre" lub "złe")? Mi się wydaje, że tak właśnie jest. Później to wszystko jest jedynie „testowane” w życiu, weryfikowane przez doświadczenie. Zarówno te dobre jak i te złe cechy mogą być neutralizowane lub całkowicie zabijane, a mogą być podsycane w trakcie naturalnego rozwoju. Nie małe znaczenie ma tu odporność psychiczna człowieka.

Dlatego napisałam wyżej, że oddzielam socjopatów od ludzi, którzy wraz z doświadczeniem zamykają się czy przywdziewają pewną powłokę obronną – wbrew takiej skorupie pod przykrywką chłodu i przesadnej formalności niejednokrotnie kryje się bardzo wrażliwy i empatyczny, zagubiony człowiek. Co innego socjopaci. Socjopatia to przede wszystkim upośledzenie emocjonalne, narcyzm i płytkość - taki człowiek bez fundamentów. Ale tak jak napisałeś Bałkan, najwygodniej wrzucić wszystkich do jednego wora...

babajaga - 2013-10-07, 02:54

Witam.
Kolejna opowieść z życia wzięta, BALKAN.
Lola, chcę powiedzieć, że bardzo wiele z Twoich wypowiedzi pasuje niczym ubranie szyte na miarę socjopaty. Mogłabym się oprzeć na całych Twoich zdaniach, pasujących idealnie do tego,co chcę napisać.
Kolejny znany mi przypadek to człowiek,którego znam 'od pieluch'. Miły, sympatyczny, dla otoczenia przeuroczy. Ekipa kumpli stanęłaby za nim na śmierć i życie. Kiedyś oczywiście. Cudowne dziecko swoich rodziców, ukochany syn matki, na której pogrzeb po latach nie mógł się wybrać. No i bystrzak, zdolniacha wręcz. W rzeczywistości interesowny materialista, nie umiejący dzielić się postawowymi dobrami w życiu. Dokądkolwiek trafił, narobił gnoju od strony finansowej. Z czasem także i obyczajowej. Jego uczucia i cele życiowe skryte sa głęboko i nie spodziewa się ich nikt. Zniszczył własną rodzinę, małżenstwo, przyszłość dzieci. Oszukał przyjaciół. Oszukał wszystkich. Liczy się dążenie do dobrobytu materialnego, statusu VIPa. Uczucia i losy jego ofiar są mu obojętne. Usprawiedliwienie ma jedno: należy mu sie to, ma prawo robić to, co robi. wykorzystywać innych. Innej drogi wg niego nie ma, bo świat jest zły, politycy do bani itp.
Pielęgnuje przekonanie, że w życiu bliscy pozbawili go czegoś istotnego, obrabowali z praw, dóbr, miłości czy co tam chcesz. Wiem to od niego samego. Ale sam nie dał z siebie za wiele. Nie wykorzystał swoich talentów do niczego dobrego. Zbyt leniwy, by ubrudzić łapki ciężką pracą. I tak już zostanie. Oczywiście na wszystko ma usprawiedliwienie.
Jakieś wyrzuty ma. Zalewa je procentami.
Jest przekonujący, profesjonalista. Notoryczny kłamca.
Ciekawstka: pomoże biedakowi, podzieli się chlebem, napisze mu pismo do urzędu. Kocha muzykę. Niewytłumaczalne cechy wskazujące jakby na rozterki wewnętrzne i wrażliwość. Ale nie ma ludzi całkiem dobrych i całkiem złych. Prawda?

Lihloo - 2013-10-08, 19:50

Babojago, skoro ten człowiek zalewa sie procentami, znaczy że wyrzuty sumienia jednak są. Za zalewaniem się stoi zawsze jakaś trauma, chęć ukojenia negatywnych emocji, w tym żalu. Jeśli to socjopata- to nie taki do końca podręcznikowy przypadek, wymyka się wszelkim definicjom. Zresztą, czy znamy choć jedną definicję, która wyczerpałay temat choć w połowie? Chyba jednak nie :-)
babajaga - 2013-10-08, 21:22

Oczywiście, Lihloo, że każdy człowiek jest inny. Na ukształtowanie osobowości zawsze wpływa otoczenie. Dziwne jest to, że często ludzie pochodzący z jednego środowiska, podwórka, wręcz z jednego gniazda rodzinnego są bardzo odmienni. I to jest, moim zdaniem, wielka tajemnica tkwiąca w naszych genach i osobistych doświadczeniach, które przeżyliśmy tylko my sami. Sądzę, że nawet najgorszy psychopata ma jasne strony osobowości. Kat Krakowa, Gubernator Generalny Hans Frank kochał psy i uwielbiał muzykę. Mimo to nadal pozostał tym samym katem.
Lihloo - 2013-10-08, 21:41

Masz rację, nic nie jest tylko czarne lub białe.... Poruszyłaś trudny temat :-)Co kształtuje człowieka...geny czy środowisko? :-) Chyba jedno i drugie w pewnym stopniu. Choć w przypadku np. psychopatów raczej skłaniałabym się ku genom,a w przypadku socjopatów- ku środowisku... Może się mylę...
babajaga - 2013-10-08, 22:18

Lihloo napisał/a:
Masz rację, nic nie jest tylko czarne lub białe.... Poruszyłaś trudny temat :-)Co kształtuje człowieka...geny czy środowisko? :-) Chyba jedno i drugie w pewnym stopniu. Choć w przypadku np. psychopatów raczej skłaniałabym się ku genom,a w przypadku socjopatów- ku środowisku... Może się mylę...


Mam wrażenie czasem, że zapis w chromosomach każdego człowieka chroniony jest zamkami, do których co rusz odnajduja się poszczególne klucze. Które zamki otworzymy, ten potencjał wykorzystujemy. Ale bywa także, że jakaś część nas nie powinna być odkryta. Mimo to działanie bodźców zewnętrznych może zadziałać niczym wytrych i mimo szczerych chęci zainteresowanych negatywny potencjał zobaczy światło dzienne i zacznie się aktywnie rozwijać. Wiemy o uszkodzeniach genetycznych dzieci alkoholików i narkomanów, mogących po uaktywnieniu ze zdwojoną siłą zaprowadzić je tam, dokąd doszli rodzice, czyli przyspieszone dojście do uzależnienia.Świadomi niebezpieczeństwa opiekunowie takiego dziecka robią zwykle wszystko, aby zamek chroniący tą skłonność pozostał na zawsze zamknięty. Ale dziecko lub jego otoczenie może uzyć niepostrzeżenie wytrycha... Być może inklinacje psychopatyczne pojawiają się podobnie. Otoczenie otwiera po cichu ciemną stronę człowieka.

Lihloo - 2013-10-08, 22:32

Każdy z nas ma swoją ciemną stronę mocy :-) Co do tych uszkodzeń genetycznych u dzieci narkomanów i alkoholików... To nie jest przypadkiem tak, że mają zapisane w genach większe skłonności do uzależnień? Bo o uszkodzeniach w okresie płodowym wiadomo, że mogą wystąpić, z tym że tutaj wystepuje raczej przypadkowość. To znaczy, że równie dobrze zniszczeniu może ulec jakikolwiek obszar mózgu,nie tylko np. ten odpowiadający za odczuwanie emocji itd.
babajaga - 2013-10-09, 00:38

Lihloo napisał/a:
Każdy z nas ma swoją ciemną stronę mocy :-) Co do tych uszkodzeń genetycznych u dzieci narkomanów i alkoholików... To nie jest tak, że mają zapisane w genach większe skłonności do uzależnień? Bo o uszkodzeniach w okresie płodowym wiadomo, że mogą wystąpić, z tym że tutaj wystepuje raczej przypadkowość. To znaczy, że równie dobrze zniszczeniu może ulec jakikolwiek obszar mózgu,nie tylko np. ten odpowiadający za odczuwanie emocji itd.


Przyrównując skłonności wrodzone dzieci osób uzależnionych od używek do wrodzonych skłonności psychopatycznych miałam na mysli jedynie analogię w postaci uśpionej cechy, która uaktywniona, może poprowadzić skróconą drogą do patologii. Dlatego tak ważne jest - moim zdaniem - wychowanie dzieci od najmłodszych lat w stabilnym i bezpiecznym otoczeniu. Dom z obojgiem rodziców, przyjazne bezpieczne relacje, partnerstwo między rodzicami (brak dominacji jedengo partnera nad drugim wywołującej agresję i przemoc, obojętnie czy fizyczną, psychiczną czy werbalną), wszechobecna empatia nadadzą kierunek dalszemu rozwojowi dziecka i zmniejszą ryzyko wystąpienia cech psychopatycznych. Dziecko kształtuje swoją osobowośc bardzo wcześnie. Potem wypracowane cechy tylko 'dojrzewają'.
Ale się pomądrzyłam. No no no :P

Lihloo - 2013-10-09, 00:56

No no.... babojago ..nie powiem...zainteresowałaś mnie...jeszcze jedna sprawa jest tutaj ważna jeśli chodzi o psychopatów. To co wydarzy się w życiu dziecka do 3 roku życia ma moim zdaniem, olbrzymi wpływ na jego psychikę, jeśli nawet nie przesądza o wszystkim... Jeśli wtedy wydarzy się coś traumatycznego- dziecko nie wyrośnie nigdy na normalnego człowieka. Ta trauma będzie ciążyć na nim do końca życia... Dlatego dziecko powinno do 3 roku życia conajmniej, być szczególnie chronione przed negatywnymi wpływami z otoczenia... Jak najbardziej, tak jak napisałaś, wypracowane we wczesnym okresie cechy później już tylko dojrzewają.
babajaga - 2013-10-09, 01:03

Lihloo napisał/a:
No no.... babojago ..nie powiem...zainteresowałaś mnie..[...]
Jeśli wtedy wydarzy się coś traumatycznego- dziecko nie wyrośnie nigdy na normalnego człowieka. Ta trauma będzie ciążyć na nim do końca życia... Dlatego dziecko powinno do 3 roku życia conajmniej, być szczególnie chronione przed negatywnymi wpływami z otoczenia... Jak najbardziej, tak jak napisałaś, wypracowane we wczesnym okresie cechy później już tylko dojrzewają.


Hmm, nie nadużywałabym sformułowania "nie wyrośnie na normalnego człowieka". Przypuszczam, że może być normalne, tyle że z drzazgą w duszy. Takie drzazgi czasem można wyjąć. Dajmy szansę tym ludziom :) Co do ochrony małego dziecka w gnieździe jak najbardziej podzielam.

Lihloo - 2013-10-09, 01:13

[quote="babajaga"]
Lihloo napisał/a:


Hmm, nie nadużywałabym sformułowania "nie wyrośnie na normalnego człowieka". Przypuszczam, że może być normalne, tyle że z drzazgą w duszy. Takie drzazgi czasem można wyjąć. Dajmy szansę tym ludziom :) Co do ochrony małego dziecka w gnieździe jak najbardziej podzielam.


Z drzazgą w duszy.... możesz to troche rozwinąć? Podać jakiś przykład?

Triss Merigold - 2013-10-09, 09:11

Lihloo, tutaj ja mogę podać przykład. Dziewczynka molestowana jako dziecko przez rok w przedszkolu(nie gwałcona, ale molestowana). Pamięta, ale nikomu o tym nie mówi. Dorasta, dojrzewa, popełnia masę głupstw jako nastolatka(jak każdy zresztą). Mimo to rok w rok w szkole średniej jest najlepsza w klasie. Uspokaja się idzie na studia(pierwsza w rodzinie),poznaje mężczyznę, zakłada z nim rodzinę. Jest z pozoru całkiem normalna. Z tym, że ma pewne problemy z okazywaniem uczuć, okresowo męczą ją koszmary, nie przepada za kontaktami fizycznymi z drugim człowiekiem i choć bardzo się stara być otwarta wobec ludzi to nowo poznane osoby często odnoszą wrażenie, że trzyma ich na dystans. Gdyby pogrzebać głębiej odkryje się, że ma duże skłonności do depresji, stany lękowe i nerwice, ale prawie nikt o tym nie wie, bo to co najlepiej umie robić to udawać, że nic się nie dzieje. Nie wiem czy tą "zadrę" można wyciągnąć - z tego co wiem w jej przypadku raczej nie. Poradziła sobie z tym co ją spotkało i żyje normalnie, ale na pewne rzeczy są jakie są.
Lihloo - 2013-10-09, 10:46

Triss, skoro ma problemy w kontaktach fizycznych to jednak sobie nie poradziła...Znam bardzo podobny przypadek do opisanego przez Ciebie. Kobieta ma problemy z bliskością do dzisiaj, nie może sobie ułożyć życia z żadnym człowiekiem. Kolejne związki rozpadają się z jej winy, ponieważ nie potrafi stworzyć trwałej więzi z żadnym mężczyzną... Dodatkowo nawracające stany depresyjne i nerwice utrudniają jej normalne funkcjonowanie. Tej zadry nie da się wyciągnąć. Molestowanie to jedna z największych zdrad ze strony dorosłych opiekunów na dzieciach. I niewybaczalna. Rujnuje psychikę na zawsze.
Triss Merigold - 2013-10-09, 11:03

Lihloo, w przypadku opisanej przeze mnie osoby jest nieco inaczej. Chociażby dlatego, że jest w stałym związku i tego typu relacje choć są dla niej trudniejsze to jednak możliwe. Szczególnie jeśli trafi na odpowiedniego mężczyznę, któremu będzie w stanie w pełni zaufać i który da jej poczucie bezpieczeństwa. Problemy w kontaktach fizycznych dotyczą głównie osób, które nie są jej bliskie. Czuje się nieswojo gdy ktoś ją dotyka i sama raczej nie dotyka innych. Takie proste gesty jak objęcie na powitanie czy pożegnanie. Jeśli chodzi o kontakty fizyczne z bliskimi jej osobami sprawa wygląda inaczej- tutaj problemu nie ma. Dlatego napisałam, że poradziła sobie z tym co ją spotkało i jest w stanie normalnie żyć.
Lihloo - 2013-10-09, 11:16

No to faktycznie...osoba opisana przez Ciebie ma się nieco lepiej... W tym "moim"przypadku też są problemy z codziennymi kontaktami, z dotykiem, szczególnie jeśli chodzi o obce osoby. Z tego co piszesz, może jest dla niej jeszcze nadzieja jak trafi na odpowiedniego człowieka... Pod warunkiem, że pozwoli mu się do siebie zbliżyć...
Triss Merigold - 2013-10-09, 11:30

Wiesz najgorzej jest się przełamać i pogodzić z tym co się stało. Przede wszystkim nie starać się udawać, że nic nie było, trzeba to zaakceptować. To już jest połowa sukcesu. W przypadku, który opisałam problemem nie było tylko molestowanie- do tego miała ojca alkoholika i mając 16 lat została zgwałcona. Więc jeśli ona sobie poradziła to inni też mogą. Chociaż to trwało długo i w zasadzie ciągle trwa(ma jeszcze jeden problem, którego nie może rozwiązać, ale to też wymaga odpowiedniej osoby w jej życiu). Teraz natomiast myśli w ten sposób, że inni mają/mieli gorzej i sobie radzą.
Lihloo - 2013-10-09, 11:54

Dzielna kobieta. W końcu wszyscy jesteśmy panami własnego losu i decydujemy o swoim życiu. Jeśli jej się udało zapanować nad swoim życiem to prawie każdy może. Podziwiam, na prawdę. Mogła mieć zespół stresu pourazowego i dała radę...
babajaga - 2013-10-09, 12:43

Traumy pourazowe najczęściej nie dają się rozpracować samodzielnie przez dotkniętą osobę. Od tego są terapeuci. Człowiek, który uważa, że poradził sobie z traumą, sam siebie okłamuje. Owszem, może nauczyć się z tym żyć, pokazuje światu spokojne oblicze. Ale drzazga tkwi i miejsce boli czasem jak żywa rana. Samodzielne radzenie sobie z problemem pozostawia ślady rozpoznawcze: nerwice wegetatywne, tzw. 'przyruchy' nerwowe, jedzenie kompulsywne, niejedzenie w określonych sytuacjach czy obgryzanie paznokci. Jeszcze inni piją po cichu. Autoagresja oznacza z reguły niezałatwioną sprawę z przeszłości, chyba że jest objawem choroby, ale to rzadkość.
Reasumując, można nie leczyć traumy i samemu się z nią rozprawić, spychając ją na dno świadomości, wręcz skazując na niepamięć. Ale będzie w nas zawsze tkwiło coś, co wręcz krzyczy, że problem jest.

Triss Merigold - 2013-10-09, 13:31

Rozumie Twój punkt widzenia, ale nie do końca się zgadzam. Owszem terapeuci to ludzie "wyszkoleni", że się brzydko wyrażę, by pomagać osobom po przejściach, w tym ofiarom molestowania. Oczywiście w przypadku dzieci jak najbardziej taka pomoc jest niezbędna. Niestety w przypadku dorosłej kobiety, która zaakceptowała to co się stało i nauczyła się z tym żyć sytuacja wygląda inaczej. Co taki terapeuta może jej powiedzieć czego ona sama już nie wie? A tak na prawdę jak może zrozumieć skoro sam nigdy czegoś takiego nie doświadczył? To dość proste powiedzieć idź, lecz się to specjalista, pomoże. A tak na prawdę i tak każdy przechodzi przez to sam i nikt za niego sobie z tym nie poradzi. Można leczyć objawy, pomagać ale główny powód zostanie już na zawsze, bo przeszłości się nie zmieni. Żaden terapeuta nie cofnie tego, że ktoś był molestowany jako dziecko. Osoba, o której pisałam ma problemy(jak każdy), ale sobie radzi. Nie spycha w nieświadomość ani molestowania, ani gwałtu jest w stanie o tym rozmawiać choć co zrozumiałe niechętnie. Zazwyczaj rozmawia z osobami, które mają podobne doświadczenia. Oczywiście, że to zostawiło ślady w jej psychice, w jej osobowości(bardzo długo obgryzała paznokcie), ale jak sama mówi jest dzięki temu silniejsza. Co nie znaczy oczywiście, że specjaliści są niepotrzebni, bo każdy człowiek jest inny i w zasadzie mało kto da sobie radę sam. Jej koleżanka z przedszkola, która przeszła przez to samo(spotkały się po latach, na studiach) wyparła to całkowicie.
babajaga - 2013-10-09, 14:26

Triss, wszyscy mamy opory przed terapeutami. To tacy sami ludzie jak my i boimy się manipulacji na naszych duszach i sercach osób tak samo niedoskonałych. Nie zagwarantuję, że każdy terapeuta to najlepszy profesjonalista. Ale sami, żebyśmy nie wiem jak bardzo chcieli, nie odkryjemy wszystkich naszych bolesnych miejsc. Czy nie szkoda naszego życia na katowanie się przeszłością, na którą w dodatku najczęściej nie mieliśmy wpływu? To moje zdanie.
Powiem Ci jednak, Triss, że wsród terapeutów panuje przekonanie( (wiem to od jednego z nich), że jeżeli pacjent uzna, że ze swoim problemem może żyć i udźwignie ciężar dnia codziennego, to nie powinien zabierać się za jego rozstrząsanie, gdyż może narobić tym samym zbyt wielkiego galimatiasu, a uzyskanie na powrót równowagi może trwać dość długo. W sprawach, gdy sami nie jesteśmy pewni, czy chcemy szukać pomocy i rozgrzebywać stare rany, radzi się poczekać. I gdy sprawa nie da już żyć, normalnie funkcjonować, wtedy radzą rozpocząć walkę. Oczywiście mowa jest nie o sprawach, z którymi jakoś możemy sobie poradzić,lecz o tych większego kalibru, które zaburzają nasze zachowania i funkcjonowanie wśród ludzi.

Triss Merigold - 2013-10-09, 17:19

babajaga, tu nie chodzi o opory,a przynajmniej nie z mojej strony.Sama skorzystałam z opinii specjalisty w tej dziedzinie i przyznam, że byłam dość zaskoczona jego wnioskami. Czy mi pomogły czy nie to już inna sprawa. I masz rację- katowanie się przeszłością, rozgrzebywanie jej i szukanie przyczyny całego zła nie zawsze jest dobre, ale niektórzy tego właśnie potrzebują żeby uporać się z problemem- właśnie takie osoby powinny szukać pomocy u specjalisty.
Ale się offtop zrobił. Balkan znowu na mnie nakrzyczy :-/

Lola - 2013-10-09, 17:28

Babojago, bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia i to co piszesz, jesteś bardzo mądrą kobietą także wymadrzaj się do woli :-) Co do terapeutów to jest to kwestia bardzo indywidualna, muszę zgodzić się poniekąd z Triss - ilu jest na świecie „profesjonalistów” z piątkami na dyplomach, doktoratami, którzy mają pacjenta za nic, ot kolejna godzina żmudnej pracy, klienci ujmowani statystycznie, taśmowe wyklepywanie podręcznikowych regułek za pieniądze, specjalistyczny bełkot, zero indywidualnego podejścia do ludzi, których się leczy. I co taka osoba może powiedzieć komuś z poważnym, głębokim urazem emocjonalnym czy psychicznym, czego ta osoba sama o sobie nie wie lub nie mógłby jej tego powiedzieć ktoś kto przeszedł przez to samo lub po prostu ktokolwiek trzeźwo patrzący na jej stan? Można przytoczyć wiele ofiar nieodpowiednio przeprowadzonych terapii, bezskutecznych albo wręcz bezmyślnych zachowań ludzi, którzy zobowiązani są do udzielenia wsparcia i pomocy. Chociażby przypadek masowego mordercy Charles’a Whitemana czy ostatnio głośne samobójstwo młodej dziewczyny w UK, która zgłosiła się o pomoc do psychologa, po czym podsłuchała rozmowę ów „lekarza”, który powiedział, że dziewczyna ta „marnuje jego czas i zajmuje miejsce lepszym pacjentom”. Odprawił ją do domu. Skutek był do przewidzenia, kilka godzin później dziewczyna powiesiła się.

Oczywiście jest także bardzo dużo odpowiednich ludzi na odpowiednim miejscu, którzy z pasją i zrozumieniem wykonują swoją pracę i pomogli niejednemu, ale wydaje mi się, że to znaczna mniejszość. Chociażby z uwagi na to, jak słusznie napisałaś, liczy się podejście do pacjenta i do tego w jaki sposób powinna przebiegać terapia i czy w ogóle powinno się na nią narażać daną osobę. Ale mało kto zajmuje sobie tym głowę, a nie raz człowiekowi można zrobić tylko jeszcze większą krzywdę. A tak czy inaczej żadna terapia nie powiedzie się bez udziału silnej woli i chęci pomocy sobie samemu jak i chęci przyjęcia pomocy właśnie przez osobę, której problem dotyczy.

Lihloo napisał/a:
Babojago, skoro ten człowiek zalewa sie procentami, znaczy że wyrzuty sumienia jednak są. Za zalewaniem się stoi zawsze jakaś trauma, chęć ukojenia negatywnych emocji, w tym żalu. Jeśli to socjopata- to nie taki do końca podręcznikowy przypadek, wymyka się wszelkim definicjom. Zresztą, czy znamy choć jedną definicję, która wyczerpałay temat choć w połowie? Chyba jednak nie :-)


Lihloo, nie jest powiedziane, że socjopata nie odczuwa wyrzutów sumienia. Przez takie stwierdzenie powinno się rozumieć raczej brak wyrzutów z powodu krzywdzenia innych, a nie brak wyrzutów w ogóle. Socjopata nie jest osobą pozbawioną uczuciowości – kocha, lubi i szanuje jak każdy inny człowiek, jednakże jego odruchy są motywowane nieco innymi, bardzo płytkimi pobudkami. Żaden człowiek nie jest maszyną, co wynika z naturalnych słabości i podstawowych potrzeb. Jak wcześniej pisałam socjopata potrzebuje poczucia bezpieczeństwa - tej nieopisanej przestrzeni, po której może się swobodnie poruszać w swoich kłamstwach i działaniach. Dlatego bywa życzliwy i pomocny, szuka pewnej ostoi normalności. Niekoniecznie z dobrego serca, ale dlatego by stworzyć sobie swego rodzaju alibi, wyrobić opinię, co dla takiej osoby jest bardzo ważne dla poczucia własnej niezaburzonej wartości. Spełnia się w tym tak samo jak w robieniu rzeczy krzywdzących, nieodpowiednich. Najmniejsze zakłócenia w tej sferze powodują, że wpada w panikę. Bardzo często odczuwa wyrzuty sumienia z powodu swojego postępowania, ponieważ jego poczynania to nic innego jak powolne samobójstwo, autodestrukcja, której skutki odczuwa bardzo intensywnie z prostych przyczyn - to przewrażliwiony na swoim punkcie narcyz, ubolewający nad wszystkim co go dotyczy.

babajaga - 2013-10-11, 02:22

Przeczytałam właśnie cały wątek psychopatyczno-socjopatyczny raz jeszcze. Przyszło mi do głowy kilka spraw, które w ferworze dyskusji nie zostały podniesione. Mam tu na mysli skutki traumatycznych przeżyć, które mogą na tyle wpłynąć na osobowość człowieka, że zdominują jego system norm i zasad. Triss wspomniała o kobiecie, która mimo dramatycznych wydarzeń w jej życiu uporała się z ich koszmarem i potrafi wieść normalne życie. Ale nie każdy człowiek tak zareaguje. Wśród ofiar są też takie osoby, które uznają, być może wskutek oddziaływania otoczenia na ich system wartości, że pozwalając się skrzywdzić wykazali się słabością, wrażliwością czy łagodnością, które to cechy dały komuś prawo i sposobność do wyrządzenia im krzywdy. Nie chcąc być nigdy więcej ofiarą, a widząc świat w ujęciu czarno-białym, taki człowiek może uznać, że nigdy więcej nie będzie krzywdzonym, lecz krzywdzicielem . Neguje u siebie wszelkie cechy 'miękkie' jako szkodliwe i rozwija świadomie bezkompromisowe socjopatyczne ego. Taki człowiek będzie wszelkimi możliwymi drogami dążył do spełnienia swoich potrzeb, będzie także miał w głębokiej pogardzie wszystkich ludzi o cechach przez niego odrzucanych. Będzie niszczył innych (na miarę rozwoju swoich cech wiodących) dostępnymi sobie metodami. Często się dziwimy i oburzamy, że jakiś człowiek oddał starego ojca,który mu ufał bezgranicznie, do domu starców a sam osiadł w rodzinnej posiadłościi wiódł beztroskie życie, że jakaś żona opuszcza ufnego męża bez jego winy i przy okazji szukając przygód rujnuje dziecinstwo i spokój własnego bezbronnego dziecka, że jakiś super facet - popularny gość z pierwszych stron gazet - maltretuje psychicznie oddaną mu żonę, uzależnioną od jego humorów wrażliwą istotę. Nie twierdzę, że w 100% są to ludzie, którzy kiedyś doznali dotkliwej krzywdy, lub że wszystkie ofiary zamienią się kiedyś w katów. lecz że w niektórych przypadkach mogło tak być i w wyniku przezytej traumy rozwinęli pewne socjopatyczne cechy jako jedyną broń na zło świata. Zeby jednak nie zostać źle zrozumianą dodam, że to nie jest absolutnie post usprawiedliwiający takie zachowania, gdzie zaspokajając własne potrzeby jakby 'przy okazji' dręczy się ludzi ,wykorzystuje i manipuluje, nie zwracając uwagi na zgliszcza, jakie się po sobie zostawia. Jestem zdania, że nalezy się takim zachowaniom przeciwstawiać. Czy kiedyś się było krzywdzonym czy nie - nic nie usprawiedliwia socjopatycznych zachowań.
Ale mnie nastroiła lektura. Nie zjedzcie mnie za te przemyśłenia ;)

Lola - 2013-10-11, 04:43

Poruszyłaś temat, który być może nie dosłownie, ale pojawił się między wierszami. W skrócie – masz na myśli to czy socjopatia jest wrodzona czy może być nabyta? Było do tego nawiązanie. Ja mam na to takie spojrzenie, jeżeli mogę:

Jeżeli dana osoba doświadcza przykrych lub traumatycznych przeżyć, które pozostawiają takie a nie inne zadry w osobowości i zamyka się na świat negując wszelkie wartości, staje się socjopatą. Ale to bardziej płaszcz ochronny. Jeżeli nawet takie cechy jak materializm, brak empatii, dbanie jedynie o własne dobro i tak dalej, zdominowały osobowość takiego człowieka, jest to zawsze człowiek, który wcześniej nie był socjopatą. Te prawidłowe cechy są uśpione, nigdy nie wybite na amen. Proste uzasadnienie – pamięć. Nabyta nienawiść to nie lobotomia. Skoro coś uwarunkowało takie zachowania, osoba ma na nie swoiste uzasadnienie, którego się trzyma. Jej się wydaje, że tak powinna się zachować, że tak musi być, że to odpowiednia droga, aby xxx. Ale nie jedyna. Taka osoba jest tego świadoma, jedynie spełnia swego rodzaju misję. Poza na przetrwanie, unikanie bólu i nie powtórzenie błędów przeszłości. Osobiście nie wierzę, że utraciła człowieczeństwo i bardzo często można spotkać się z ludźmi, którzy ostatecznie wracają do swojej formy pierwotnej, bardzo żałując takiego okresu. Czasem motywuje to upadek społeczny, a czasem spotkanie na swojej drodze tej odpowiedniej osoby, która przywróciła spokój ducha i wiarę w życie. Jak sama to ujęłaś: „w niektórych przypadkach (…) w wyniku przeżytej traumy rozwinęli pewne socjopatyczne cechy jako jedyną broń na zło świata.” No właśnie. Świadomość do podstawa, "chory" nigdy nie wie (nie wierzy), że jest osobą chorą.

Socjopata, który socjopatą się urodził natomiast funkcjonuje w odrębnej rzeczywistości, w której nie ma uzasadnienia na jego postępowanie. W takim sensie, że dla niego samego nie ma i nie było innego świata niż ten, którego on stanowi pępek. Najprościej mówiąc – nie wie, że można inaczej, dlatego tego nie rozumie i jest niereformowalny. To są braki w człowieku. Jest uniewrażliwiony zarówno na negatywne doświadczenia i ich konsekwencje jak i obojętny na wszelki dobrobyt, który jest mu dany. Jego reakcje i emocje są krótkotrwałe.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group