FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Album Download

Rejestracja Zaloguj

 

Poprzedni temat :: Następny temat
hrabia Włodzimierz Dąbski
Autor Wiadomość
Kajecik
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-03, 09:45   hrabia Włodzimierz Dąbski

Witam,
W tym temacie poruszę sprawę która w 1904 obiegła Warszawę i od tamtej pory nie była przywoływana w polskich mediach. Ponieważ przytaczam fragment artykułu swojego autorsta, i trochę pracy w to włożyłem, nie obrazicie jak przy okazji zaproszę Was na swojego bloga (adres podaję pod koniec artykułu), skąd pochodzi poniższy artykuł:

(...) Trudno o ustalenie precyzyjnej daty, ale zdarzenie miało miejsce prawdopodobnie w nocy z 15 na 16 lutego (*) 1904 roku w Warszawie, która wówczas znajdowała się pod okupacją Rosyjską. Sprawcą był 34 letni hrabia Włodzimierz Dąbski (lub Dąmbski, rzekomo z tej samej famili co Dąmbscy z Wielkopolski). Hrabia był osobą zainteresowaną m.in. bronią palną, świadczy o tym fakt iż był wielokrotnie nagradzany na różnych konkursach strzeleckich. Podobno na kilka dni przed samą tragedią, hrabia Dąbski zdradzał oznaki załamania nerwowego, a i wcześniej wykazywał oznaki "obłędu".

W dniu tragedii, parę godzin wcześniej doszło do pewnej sytuacji, w której hrabia wszczął awanturę w restauracji Stępkowskiego. Z relacji wynika iż wszedł do restauracji około godziny 13 z rewolwerem w ręku i zażądał jedzenia i picia. Gdy mu je podano, ten zjadł, rzucił na stół pierścień z brylantem jako zapłatę i wyszedł. Po jakimś czasie sytuacja się powtórzyła - Dąbski znów wtargnął do restauracji, domagając się posiłku, grożąc przy tym bronią. Kelnerzy umieścili go w osobnym pomieszczeniu, po czym wezwali policję, której przedstawił się jako cesarz austriacki i wobec tego spodziewa się należnego mu hołdu ze strony policji. Ta odwiozła (najprawdopodobniej pijanego) hrabiego do mieszkania, by przy okazji móc go wylegitymować. Dąbski jednak gdy powóz zatrzymał się pod mieszkanie, szybko uciekł i tam zabarykadował się na pierwszym piętrze (**). Policjanci którzy mieli za zadanie pozbawić go broni sami poprosili służbę by ta to zrobiła za nich. Gdy stróż domu próbował poinformować hrabiego że czeka na niego policja, ten strzelił dwukrotnie w kierunku drzwi, raniąc go. Zajście to miało miejsce około godziny 19.

Odgłosy strzałów prawdopodobnie przyciągnęły zainteresowanych gapiów, Gazeta Wileńska podaje natomiast że na zewnątrz miała miejsce demonstracja w której brali udział studenci i spory tłum przechodniów (***). Hrabia wyszedł następnie na balkon swojego mieszkania przy ulicy Złotej, i uzbrojony w sztucer, dubeltówkę i rewolwery, zaczął strzelać do każdego zauważonego przechodnia. Krzyczał wówczas ponoć: "Uciekajcie, będę was zabijał jak psów". Zaalarmowana policja szybko zamknęła ulice (zbieg ulic Złotej, Marszałkowskiej i Zgoda), w efekcie tego Dąbski zaczął strzelać do latarni, gasząc je. Sprawca nie przerwał ognia nawet gdy ulice pociemniały. Ciągle pojawiał się na balkonie i strzelał do ludzi, a jak nie było nikogo w zasięgu, wybijał szyby w sąsiednich budynkach i w witrynach sklepowych.

Sprowadzono straż pożarną, by ta skierowała strumienie wody na balkon, co faktycznie zmusiło Dąbskiego do wycofania się wgłąb mieszkania, skąd ciągle strzelał. Natomiast policja obawiając się że zostanie obciążona kosztami strat materialnych, wydała polecenie straży by ta przestała używać wody.
Około godziny wpół do trzeciej w nocy policja próbowała wejść do mieszkania napastnika przez drzwi, a gdy ten się zorientoulica Złota w Warszawiewał, oddał 7 strzałów w kierunku futryny, raniąc policjanta w policzek. W sąsiednich domach zebrał się sztab złożony głównie z policjantów, który debatował jak rozwiązać zaistniałą sytuację. Do godziny trzeciej naliczono 67 strzałów.

Około godziny 5, komisarz Pleczko próbował namierzyć dubeltówką Dąbskiego, jednak chybił i zwrócił na siebie uwagę. Został raniony w głowę i w rękę. Gdy juz robiło się widno, wracający z balu przebierańców, eletrotechnik z zawodu, pan Kiełpiński przypadkiem znalazł się w okolicy miejsca zdarzenia. Zauważył tłum gapiów obserwujących oblężenie i sam zainteresował się zaistniałą sytuacją. Dostrzegł jak bezradni są policjanci próbujący unieszkodliwić Dąbskiego, a ponieważ Kiełpiński miał wcześniej spore doświadczenie z bronią, postanowił udzielić kilku rad sztabowi. Było to po godzinie piątej nad ranem. W efekcie rozmów powstał plan unieszkodliwienia napastnika, który miał zostać w całości wykonany przez Kiełpińskiego (ten zgodził się za namową oberpolicmajstra Lichaczewa).
Kiełpiński zatelefonował do swojego mieszkania po broń i amunicję, a gdy tylko mu je dostarczono, ruszył na ustaloną wcześniej pozycję (balkon trzeciego piętra kamienicy przy ulicy Złotej 5). Dostał się tam za pomocą drabin straży pożarnej, ponieważ każda inna droga narażała go na znalezienie się w zasięgu strzału napastnika. Gdy już znalazł się w odpowiednim miejscu, przy pomocy własnych ubrań wykonał manekina swojej postaci i ustawił go na oknie tak, by ten był widoczny z mieszkania Dąbskiego, który wciąż zagrażał ludziom.

Sam Kiełpiński schował się za murem i w pewnym momencie oddał strzał z dubeltówki w kierunku mieszkania napastnika w ten sposób, by zwrócić jego uwagę. Udało mu się to, Dąbski odpowiedział ogniem, oddając dwa strzały i trafiając manekin oraz prawdopodobnie w kolbę broni Kiełpińskiego. Ponieważ hrabia musiał przeładować broń, zaczął to robić, jednak w pewnym momencie wychylił głowę i zerkanął przez okno. W tym właśnie momencie Kiełpiński wystrzelił, raniąc Dąbskiego w głowę, który upadł na podłogę. Kiełpiński szybko dał znać innym osobom uczestniczącym w całej akcji że napastnik "już leży". Strzał Kiełpińskiego nie był śmiertelny, a jedynie zranił Dąbskiego. Do pomieszczenia wpadła policja i pojmała sprawcę masakry. Miał na sobie kamizelkę kuloodporną (koszulę stalową 6 mm). Po udzieleniu pierwszej pomocy, umieszczono go w "więzieniu śledczym" przy ulicy Dzielnej. Jak się okazało, ranny został nie tylko w czoło i twarz, ale także w lewe ramię. Wyrządzone krzywdy szacowano na kilka tysięcy rubli.
Rannych w wyniku zdarzenia zostało około 20 osób, między innymi Władysław Kamiński, urzędnik kontroli kolei nadwiślańskiej. "Gazeta Wileńska" podaje że liczba osób zabitych w całym zajściu wynosi trzy osoby, są to: 19-letni krawiec, Moraczewski, Franciszek Arnd , oraz niewymieniony z imienia i nazwiska "posługacz publiczny". Dwie osoby poniosły śmierć na miejscu, trafione kulami w serce. Inna gazeta, "Postęp", z dnia 19 lutego podaje już 26 poszkodowanych, w tym 4 śmiertelnie (****). Z kolei "Dziennik Poznański" z tego samego dnia pisze o dwóch zabitych i nie precyzuje liczby rannych. Jedno jest pewne: bez względu na liczbę ofiar, morderca zebrał krwawe żniwo niespotykane do tej pory w historii Polski, a jego przypadek jest typowym przykładem masowego morderstwa i najkrwawszym w historii polski, nigdy dotąd nie opisywanym i niespotykanym wcześniej, ani później.


* Niektóre gazety podają tą informację 17 lub 18 lutego, ale najwcześniejsza informacja znajduje się np. w porannym wydaniu Dziennika Polskiego z 16 lutego 1904, gdzie znajduje się krótka wzmianka o wydarzeniu.

** Prawdopodobnie był sublokatorem i wynajmował część mieszkania.

*** Chodzi zapewne o demontrację z powodu wojny rosyjsko-japońskiej, która miała miejsce tego samego dnia.

**** zachodnie gazety z tego okresu podają znacznie większą liczbę ofiar śmiertelnych (od 5 do 20), jednak są to informacje kilkuzdaniowe. Polska prasa również się nie rozpisuje na ten temat, ale podaje przynajmniej detale zdarzenia.



Kajecik
artykuł pochodzi z bloga http://www.tocosnowego.blox.pl
Ostatnio zmieniony przez Bolin 2014-11-02, 20:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Triss Merigold
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-17, 16:48   

Muszę przyznać, że sprawa bardzo widowiskowa. Szczególnie jej rozwiązanie. Czy wiadomo co dalej stało się z hrabią?
 
     
Kajecik
[Usunięty]

Wysłany: 2013-07-30, 09:30   

Do późniejszych faktów nie dotarłem, i raczej gazety się o tym nie rozpisywały. Wiadomo że na jakiś czas (nie potrafię określić na jaki dokładnie, może na całe życie) umieścili go w zakładzie dla nerwowo i psychicznie chorych.
 
     
Zaciekawiony 

Potwierdzenie wizualne: 14
Dołączył: 07 Paź 2017
Posty: 13
Wysłany: 2017-10-08, 00:19   

Ja też natknąłem się kiedyś na tą historię, ale znalazłem nieco więcej informacji:

Strzelanina zaczęła się wieczorem 14 lutego i potrwała aż do rana:
Cytat:
hrabia ubrany w kamizelkę strzelecką wystawił na balkon portret cesarza, po czym ogłosił, że to jego ojciec, następnie próbował wygłosić przemowę do ludu, jednak zagłuszały go śmiechy widzów. Urażony zapowiedział, że on im pokaże po czym cofnął się do mieszkania. Po kilku minutach powrócił z dubeltówką i strzelił w stronę gapiów.
Następnie strzelił kilka razy w stronę Marszałkowskiej. Dokładnie celując strzelał w okna kamienic naprzeciwko, a kilka kolejnych strzałów posłał w stronę skrzyżowania ze Zgodą i Jasną. Gdy widzowie schowali się, załadował nowe naboje i strzelił jeszcze w stronę alei, skąd przychodzić zaczęli zaciekawieni przechodnie.
W znajdującym się na rogu hotelu Metropol trwał właśnie bankiet. Kilka śrucin wybiło szyby. Jeden z gości, niejaki Kobylski, wyjrzał przez okno i został trafiony w głowę. Wyglądający na ulicę redaktor Dziennika Porannego został raniony w rękę, spośród gapiów którzy stali pod kamienicą pierwsze wystrzały poraniły około dziesięciu osób. Ulica Złota opustoszała, lecz wokół wciąż żyło miasto.
Nieświadomi zdarzeń przechodnie wychodzili czasem ze Zgody lub Jasnej i przecinali skrzyżowanie, gdzie dosięgały ich kule. Ponieważ właśnie skończyło się przedstawienie w filharmonii, większa grupa widzów przechodziła tamtędy. Okoliczni mieszkańcy postanowili zagrodzić chodnik. Nadal zagrożone były osoby z przyległych kamienic.

Syn stróża spod numeru ósmego Franciszek Andrut wyszedł z bramy, najwyraźniej nie wiedząc co się dzieje. Pośrodku jezdni kula ugodziła go w pierś - zginął na miejscu. Wcześniej to samo dosięgło Pawła Cisiaka który wychylał się z bramy naprzeciwko. Dopiero teraz, po blisko czterdziestu wystrzałach i kilkunastu ranionych osobach, policja utworzyła kordon, odgradzający ten odcinek ulicy.

Druga połowa nocy
Sprawdzoną metodą poskramiania awanturników i furiatów było w tym czasie polewanie zimną wodą, policja zamontowała więc w bramie kamienicy wąż, z którego polewała balkon i okna mieszkania. Strumień wody zgasił wszystkie lampy. To jednak nie dawało rezultatu.
Problematyczne były też próby wdarcia się od schodów, hrabia bowiem przestrzelił w nich otwór wielkości talerza, przez który dobrze było widać na tle okna czy ktoś zbliża się tą drogą. Co pewien czas wychylał się i strzelał w okna, przy okazji udawało mu się zranić jakiegoś policjanta. Nie udała się też próba zarzucenia na niego pętli z balkonu powyżej. O godzinie trzeciej w nocy pod wpływem nowej manii systematycznie zgasił wystrzałami wszystkie latarnie jakie miał w zasięgu. W zapadłych ciemnościach jego unieszkodliwienie było jeszcze trudniejsze, nie było bowiem widać gdzie się znajduje. Dowódca pułkownik Popławski wpada więc na pomysł aby zwiesić z dachu pochodnię, która oświetli balkon i mieszkanie wewnątrz.
Komisarz X cyrkułu Marynowski czai się w bramie naprzeciw z dubeltówką, a komisarz Pleszko w zaciemnionym mieszkaniu naprzeciwko. Gdy pochodnia osiąga okna mieszkania, ze środka dobiega celny strzał który ją gasi. Pleszko strzela w stronę gdzie dostrzegł rozbłysk wystrzału, lecz nie trafia. Lepszą rękę miał jego przeciwnik, który widząc błysk postrzelił jego i towarzyszącego mu policjanta. Tymczasem niemal następował już ranek.

Poranek
Policjanci próbowali się chwytać różnych, nawet najdziwniejszych sposobów, byle zakończyć całą historię. Lekarze proponowali aby wywiercić dziury w ścianach i wstrzyknąć do środka formalinę, której opary udusiłyby Dąmbskiego. Inni szykowali się do zrzucenia na balkon granatu, który prawdzie uszkodziłby budynek i mógłby jeszcze kogoś zranić, ale na pewno zabiłby szaleńca. Innym pomysłem było zagranie na trąbce pobudki strażackiej, którą słysząc hrabia powinien wyjrzeć a może nawet stanąć na baczność. To jednak nie zadziałało.

Mijała już 6 nad ranem gdy wracający do domu z karnawałowej maskarady pirotechnik Władysław Kiełpiński zaoferował swoją pomoc. Z palta i czapki nałożonych na kij stworzył kukłę, którą wystawił za balkon na drugim piętrze, po czym strzelił w stronę mieszkania hrabiego. Gdy ten wychylił się aby strzelić w ciemną sylwetkę padł celny strzał, a śrut zranił szaleńca w twarz. Broń napastnika wypadła na ulicę, zaś raniony w rękę i głowę Dąmbski usunął się na podest balkonu.

https://curioza.blogspot.com/2014/02/1904-szalony-hrabia.html

Doszukałem się informacji o około 40-50 rannych z czego dziesięć osób ciężko, zabitych dwie lub trzy osoby. Po procesie został umieszczony w Tworkach gdzie raczej mu się polepszyło. Po kilku miesiącach został poraniony przez innego hrabiego w tym samym zakładzie, który uroił sobie pojedynek w szpitalnej sali.
_________________
Ten tego.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template created by piotrwiduchowski.pl  Creative Commons License
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 12