FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Album Download

Rejestracja Zaloguj

 

Poprzedni temat :: Następny temat
Morderca z Niekłania
Autor Wiadomość
Zaciekawiony 

Potwierdzenie wizualne: 14
Dołączył: 07 Paź 2017
Posty: 13
Wysłany: 2018-09-18, 22:02   Morderca z Niekłania

Mało znana dziś sprawa Piotra P. który w okolicach Kielc zabił cztery osoby a kilku usiłował zabić. Fragmenty artykułu na ten temat:
Cytat:
Urodzony w 1966 r. Sławomir P. wychowuje się u babki w Niekłaniu Małym, małej wiosce na Kielecczyźnie. W 1984 r. za drobne kradzieże po raz pierwszy trafia do więzienia. Potem z niewielkimi przerwami spędza w zakładach karnych ponad 10 lat. 20 września 1997 r. wychodzi na pięciodniową przepustkę z więzienia w Raciborzu. Po pierwszej dobie na wolności uznaje, że już nigdy nie chce wracać za kratki. - Upozoruję własną śmierć - postanawia.

P. jedzie do swojej rodzinnej miejscowości. Po drodze spotyka Rafała F., młodego narkomana, który na dworcu kolejowym prosi go o 20 groszy. Chłopak nie wie, że wydaje na siebie wyrok śmierci. Bandyta mówi mu, że w pobliżu ma fajną metę. - Możesz przenocować - zaprasza. Idą w pobliże domu babki P. Tam morderca strzela chłopakowi w twarz z pistoletu startowego. Ogłuszony narkoman chaotycznie próbuje się bronić. Zostaje jednak zmasakrowany siekierą. P. wpada w ekstazę i maluje sobie krwią ofiary pasy na twarzy. Potem zabiera ciało F. do opuszczonej stodoły w pobliżu domostwa babki, podkłada pod nim ładunki wybuchowe i podpala budynek. Wie, że ścigający go funkcjonariusze służby więziennej prędzej czy później przyjadą do Niekłania. Zmasakrowane ciało Rafała F. wezmą za jego zwłoki. Sam autobusem jedzie do Jastrzębia-Zdroju.
(...)
W listopadzie 1997 r. P. w biały dzień zakrada się do gospodarstwa rolnego państwa M. Wytypował ich przypadkowo. Wchodzi do domu i pistoletem terroryzuje gospodynię. Z torebki zabiera jej 65 zł. Niezadowolony z łupu wraca tam w nocy, ale ktoś go płoszy. Wtedy P. podchodzi do sprawy ambicjonalnie. Następnego dnia wchodzi na teren tego samego gospodarstwa i zwabia gospodarza do stodoły. Tam zarzuca mu garotę na szyję i zaczyna dusić. Drgające na ziemi ciało mężczyzny przytrzymuje nogą. Ofiarę ratuje jego żona, która niespodziewanie staje w drzwiach stodoły. Zaskoczony P. ucieka. Kilka tygodni później zaczyna się chwalić, że jest płatnym zabójcą. - Podejmę się każdego zlecenia - deklaruje w półświatku.

58-letnia Krystyna P. z Mysłowic już dawno przestała kochać męża Bronisława. Uważa, że 57-letni mężczyzna poza górniczą emeryturą nie ma już nic do zaoferowania. Ze względów obyczajowych kobieta nie chce jednak się z nim rozwieść. (...)

Kilka tygodni później P. puka do drzwi domu 57-letniego emeryta. (...). Kiedy są na ulicy, P. przyciąga do siebie 57-latka i sześciokrotnie strzela mu w klatkę piersiową.

23 października 1998 r. P. przyjeżdża nad strumyk w jastrzębskiej dzielnicy Ruptawa. Nad brzegiem stoi kilku mężczyzn, którzy nie pozwolili jego kolegom umyć tam samochodu i zabrali im kluczyki. - Od tego są myjnie - tłumaczą. Zabójca wyjmuje broń i zaczyna strzelać do kręcących się w pobliżu psów. Przerażeni mężczyźni bez słowa oddają mu kluczyki od wozu. To nie zamyka jednak sprawy. P. bez ostrzeżenia strzela w kolano Józefa J., a potem trafia w głowę spieszącego mu na pomoc Jana J. Mężczyzna ginie na miejscu.

(...)
Na 48 godzin przed zatrzymaniem Sławomira P. policja w Jastrzębiu wzywa na przesłuchanie jego siostrę. Funkcjonariusze chcą się dowiedzieć, czy dziewczyna wie, gdzie ukrywa się jej brat. Wystraszona kobieta zarzeka się na wszystkie świętości, że nie wie. Za to Sławek ma doskonałe rozpoznanie, co robi siostra. Z budki telefonicznej dzwoni do komendy.

- Jeżeli nie wypuścicie jej na wolność, będę mordował dwie osoby na dobę - oznajmia oficerowi dyżurnemu. I zastrzega: - Nie żartuję.

Na komendzie konsternacja, nikt nie wie, co robić. W końcu w myśl zasady, że "z terrorystami się nie negocjuje", zapada decyzja, aby nie ulegać szantażowi bandyty. Wściekły P. wychodzi w nocy na miasto. Chodzi opustoszałymi ulicami i w końcu natyka się na Piotra P., wracającego z pracy górnika. Wyciąga spod płaszcza wyposażonego w tłumik skorpiona i bez słowa strzela mężczyźnie prosto w serce. Chwilę potem dzwoni na 997. - No to macie już jednego trupa - mówi zszokowanemu oficerowi dyżurnemu. I instruuje go, jak znaleźć ciało górnika. - Przez jakiś czas macie spokój, bo jak do niego strzelałem, rozpieprzył mi się tłumik w pistolecie maszynowym. Nie mam z czego strzelać, więc na razie nikogo nie zabiję

http://katowice.wyborcza....o-pociagam.html

Trochę informacji jest też tu:
https://plus.dziennikzachodni.pl/l-jak-leon-zawodowiec/ar/3771677
_________________
Ten tego.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template created by piotrwiduchowski.pl  Creative Commons License
Strona wygenerowana w 0.08 sekundy. Zapytań do SQL: 11